MICROMEGA M-ONE 100

WIELOFUNKCYJNY WZMACNIACZ ZINTEGROWANY W KLASIE AB Autor: Waldemar Nowak • 16 maja 2017
MICROMEGA M ONE 10017.000 zł
16 maja 2017 23:30
Waldemar Nowak INFOAUDIO.PL
  • Ultranowoczesny design, obudowa wykonana z litego aluminium w wielu kolorach.
  • Dzięki systemowi mocującemu może być używana jako wzmacniacz leżący i wiszący na ścianie.
  • Dwa wyświetlacze z regulowaną wielkością znaków.
  • Izolowane galwanicznie USB oraz DAC obsługujący pliki do 32bit/768KHz oraz DSD 11.2MHz.
  • Bardzo funkcjonalny Bluetooth z aptX, ale brak Wi-Fi zmusza do używania bardziej stabilnej sieci kablowej LAN.
  • Rewelacyjny wzmacniacz słuchawkowy z opcją Binaural.
  • Brak Wi-Fi (choć to dyskusyjna "wada" - patrz wyżej).
  • Bardzo blisko siebie umieszczone gniazda.
  • Dodatkowe funkcjonalności wymagają ponoszenia ekstra opłat.
  • We wzmacniaczu z Binauralem zrobić wyjście słuchawkowe na małego jacka?!? Zbrodnia!

[info:R]Tryumfalny pochód urządzeń all-in-one, gdzie wszystko lub prawie wszystko zamknięte mamy w jednym urządzeniu, trwa w najlepsze. Skończyły się czasy pionierskie gdy w obudowie upychano kilka urządzeń dla przysłowiowego obniżenia kosztów. Obecne All’y powstają z pobudek audiofilskich - by jak najbardziej skrócić długość ścieżek, usprawnić zasilanie i wyeliminować czynnik nieobliczalny jakim bywają przewody łączące. M-One to połączenie streamera ze wzmacniaczem pracującym w klasie A/B.

[img:1:R]Na moje biurko recenzenta trafiają różnorodne urządzenia: eleganckie, festyniarskie, grzejące się jak kaloryfer, duże, małe, w zasadzie trudno dyskutować o tym co się komu podoba ale Micromega M-One to zupełnie inna liga - jej design i wykonanie przenosi nas na zupełnie inny poziom doznań estetycznych. Nawet nie musimy jej włączać do prądu by poczuć się lepiej. Prostota, minimalizm, możliwość kustomizacji obudowy i absolutnie niesamowita jakość wykonania. Wersja jaka trafiła do naszych testów jest krwistoczerwona niczym rasowe Ferrari albo jak pole holenderskich tulipanów albo jak Czerwony z Angry Birds. Kolor w przypadku tego urządzenia wcale nie musi być czerwony, to nie jest Ford T w jedynie słusznej czerni - do dyspozycji przewidziano paletę pięciu barw (biały, czarny, czerwony, pomarańczowy, niebieski) i innych sposobów kustomizacji. Tak więc wyjmujemy eMŁana z opakowania i… ależ on ciężki, jakby był wykonany z litego kęsa aluminium (9kg). Dokładnie tak jest - korpus został wyfrezowany w monolitycznym kawałku aluminium. Wydaje się być wielki i płaski.

Wysokość niewielka (56mm), szerokość standardowa dla sprzętu stacjonarnego (430mm), a to co jest rzeczywiście większe i nadaje owego poczucia ogromu to głębokość (350mm). Drugie co rzuca się w oczy to dwa wyświetlacze na sąsiadujących powierzchniach. Po co? Ano urządzenie może stać lub wisieć na ścianie i wtedy potrzebujemy nadal coś widzieć - stąd dwa. Poza tym możemy na nich dublować informacje lub wyświetlać różne przełączając je pilotem. Wyświetlany obraz odwraca się zależnie od położenia (jak w smartfonie), możemy wpływać również na wielkość wyświetlanych znaków by pozostawały one czytelne - takie to proste rozwiązanie, a jakoś nie może się przebić do main streamu producentów.

Gdy pierwszy raz zobaczyłem na Audio Show Devialet’a (nota bene również produkcji Francuskiej) wiszącego na ścianie uznałem to za przejaw jakiejś audio-perwersji wymyślonej „z głodu”. Od tamtego momentu minęły ledwie 4 lata i tak się przyzwyczailiśmy - a przynajmniej ja - że na ścianach wiesza się telewizory, soundbary, głośniki efektowe, subwoofery, że gdybym miał własną Micromegę to powiesiłbym ją bez zastanawiania uważając to rozwiązanie za optymalne - nie wymaga dedykowanego mebla, ściany jednak trochę mniej się trzęsą od stolików, więc i szkodliwych wibracji mniej, no i grube przewody mają łatwiejsze życie o czym napiszę za chwilę.

M-One w kwestiach gniazdkologii jest absolutnie niesamowitym urządzeniem agregującym w jednym miejscu większość, a często gęsto komplet naszych potrzeb… i czyni to z prawdziwą nawiązką. Jak mawiają złośliwi - ma kwadryliard różnych gniazd, jest w stanie wylecieć na orbitę okołoziemską i samodzielnie ugasić pożar w domu sąsiada.

[img:2]

Gniazda pogrupowane zostały (mimo, że nie jest to zaznaczone kolorami) w funkcjonalne sekcje. Po lewej wejścia analogowe: zbalansowane XLR, liniowe RCA, gramofonowe Phono + zacisk uziemienia i przełącznik wkładek MM/MC, Trigger oraz wejście dla mikrofonu kalibracyjnego EQ. Druga grupa do wejścia cyfrowe:  AES-EBU, dwa USB, koaksjalne, optyczne TOSLINK, LAN UPnP AirDream oraz dwie sztuki I2S. Szczególnie ostatnia para to rarytasy - pozwalają na bezpośrednie podłączenie np. transportu CD. Wydawało mi się, że ten stareńki protokół Philipsa z przed 20 lat do przesyłania dźwięku stereo w formie cyfrowej poszedł w zapomnienie ale możliwe, że się kroi coś o czym po prostu nie wiem. Niewątpliwą zaletą I2S jest rozdzielenie sygnału danych od zegara co eliminuje łączenie się efektów jittera obu sygnałów. Trzeci blok wyjścia analogowe: kolumny, Pre-Out, wyjście na subwoofer i gniazdo bezpiecznika. Czwarty (niewidoczny): Bluetooth z aptX.

[img:4]

1. Wejście mikrofonowe
2. Uziemienie dla gramofonu
3. Przełącznik wkładki MM/MC
4. Wejście gramofonowe
5. Wejście analogowe - RCA
6. Wejście analogowe zbalansowane
7. Wejście/wyjście Trigger
8. Wejście cyfrowe COAX
 9. Wejście cyfrowe OPTICAL
10. Wejście cyfrowe AES-EBU
11. USB 32-bit DSD
12. Złącze I2S1
13. Złącze I2S2
14. Antena Bluetooth (aptX)
15. Złącze LAN (AirPlay)
16. Port USB dla software
17. Port USB do aktualizacji
18. Złącza głośnikowe
19. Wyjście przedwzmacniacza 
20. Wyjście SUB
21. Bezpiecznik
22. Gniazdo zasilania

M-100 vs. M-150

M-One produkowany jest w dwóch wersjach M-100 (2x100W) i M-150 (2x150W). Oba są pierwszymi przedstawicielem z nowej linii produktów. M-150 poza większą mocą dodatkowo posiada Power Correction Function oraz mikrofon kalibracyjny w standardowym wyposażeniu. W przypadku Setki to opcja. Wieszak do montażu ściennego również jest opcjonalny. Oba czerpią pełnymi garściami z tego co najlepsze w domenie analogowej i cyfrowej.

[img:10]Nie mogłem sobie odmówić tej przyjemności - w karoserii odbijają się Angry Birds. Folijka z wyświetlaczy jeszcze niezdjęta ale to co chciałem pokazaś to widać - na obydwu wyświetlaczach pokazywane treści mogą być różne lub takie same.

M.A.R.S.

W formie opcjonalnej można również nabyć firmowe rozwiązanie Micromegi - M.A.R.S. czyli system automatycznej kalibracji do konkretnego pomieszczenia. To bardzo zaawansowane rozwiązanie biorące wiele czynników pod uwagę, od posiadanych głośników po kształt pokoju. Pomiar wprowadza poprawki uwzględniające odbicia, pochłanianie i rezonans naszego pomieszczenia podsłuchowego oraz co równie ważne niedoskonałości w reprodukcji sygnału posiadanych przez nas kolumn.
Dźwięk ulega wygładzeniu, znikają przydźwięki i podkolorowania produkowane przez inne fragmenty toru audio. Jednym słowem otrzymujemy maks jaki można wycisnąć z posiadanego sprzętu przy jednoczesnym zachowaniu wysokiej jakości dźwięku. Firma oferuje dwa różne typy korekcji.

Słuchawki

Na środku przedniego panelu znajduje się ledwo zauważalne gniazdo słuchawkowe 3.5mm (dlaczego nie 6.3mm?). Mniejsza o jego wielkość choć wolałbym jednak tu widzieć dużego jacka, tak więc to co stanowi clue tego gniazda to, to że możemy rozszerzyć jego możliwości poprzez dokupienie jeszcze jednej opcji - tzw. sygnału Binauralnego - muzyka przestaje grać nam pomiędzy uszami i na słuchawkach zyskuje charakter jakbyśmy słuchali kolumn. No, może nawet nie tyle kolumn, co całej przestrzeni wokół. Nie miejsce tu by roztrząsać jak działa Binaural, bo temat można wygooglać wraz z przykładami, ale o fakt, że można mieć wzmacniacz słuchawkowy grający w ten sposób. Mamusiu!!! Ja taki chcę!!!! Tylko dlaczego u licha wyjście zrobili na małego fistaszka, jakby nie mogli pójść na całość i wyprowadzić jeszcze jednego XLR’a pod słuchawki zbalansowane… przecież cały tor wewnątrz pracuje równolegle… no, może w kolejnym modelu za 5 lat tak zrobią.

[img:7]

Designerski pilot mało przypomina inne piloty - jest duży, płaski, podklejony gumą i chce leżeć na stole. To nie przejęzyczenie, jego się nie trzyma w ręku, on po prostu chce leżeć.

Aplikacja sterująca

[img:9:L]Nie ma współczesnego audio bez aplikacji na smartfony (iOS & Android). Zasadniczo duplikuje ona funkcjonalność pilota jeśli chodzi o wybór wejść ale ma szersze kompetencje - sterowanie utworami z serwerów domowych, streaming, radio internetowe i playlisty ulubionych utworów. Ciekawostką niech będzie fakt, iż po włączeniu aplikacji ta rozpoznała kolor posiadanego urządzenia i zmieniła również swój wygląd. Trzeba oddać Francuzom, że dopracowując takie detale "kupują" sobie zaufanie klientów. Micromega nie posiada Wi-Fi więc by appka działała trzeba połączyć urządzenie z siecią domową za pomocą kabla LAN. Po połączeniu routera z M-100 nic nie musiałem robić ze swej strony, aplikacja rozpoznała kim ma sterować, a w odtwarzaczu J.River na PC pojawił mi on jako odbiornik, na który mogłem wysyłać pliki muzyczne nie odchodząc od kompa. Dzięki takiemu obrotowi spraw nie musiałem nawet szukać odpowiedniego przedłużacza USB by połączyć się bezpośrednio z PC.

 

Możliwości[img:8:R]

  • Całkowicie izolowane galwanicznie 32 bitowe wejście USB przyjmuje PCM, DSD, DSD/DoP (DSD over PCM) - 32bit/768KHz oraz DSD 11.2MHz
  • Koaksjalny, izolowany SPDiF możliwościami wyprzedza to co rejestrują obecnie studia nagraniowe o stulecie - 32bit/768KHz
  • Optyczny TOSlink - 24bit/192KHz
  • AES/EBU, izolowany - 32bit/768KHz
  • Bluetooth z aptX - przechowuje dane automatycznego łączenia z 8 urządzeniami jak telefony, tablety
  • Dwa I2S z gniazdami HDMI - przewidziane pod przyszłe zastosowania jak bezprzewodowa sieć point to point
  • Ethernet - dzięki aplikacji współpracuje z kompatybilnymi urządzeniami UPnP - DLNA

  

Gniazdka są gęsto upakowane, a ich oznakowania znajdują się na spodzie urządzenia! Gdy potrzebujemy się upewnić co gdzie podłączyć pojawia się potrzeba odwracania do góry nogami - gdy kilka rzeczy jest już przypietych to robi się "niebezpiecznie" i niewygodnie. Zaciski przewodów trzeba przyznać, że są piękne ale jeżeli nie użyjemy banana to z powodu ogólnej ciasnoty zostaną zasłonięte sąsiednie gniazda. Micromega aż się prosi by ją zawiesić na ścianie, przewody wszelakiej maści zwisają z niej wtedy swobodnie.

Opis tego co z sygnałem dzieje się wewnątrz zajął by drugie tyle miejsca więc ograniczę się do najważniejszych punktów: Dwa zegary dla prawidłowej obsługi 44.1KHz oraz 48KHz i ich krotności. Wszystkie wchodzące sygnały są konwertowane by można nimi sterować w 32-bitowych słowach oraz korygować ich charakterystykę - M.A.R.S.

Pozłacane terminale zaprojektowane przez Micromegę akceptują banany, widełki lub po prostu gołe grube przewody. Zbalansowany przedwzmacniacz z wyjściami XLR. Wyjście na subwoofer z filtrem dolnoprzepustowym ustawionym na 400Hz. No i wyjście słuchawkowe z opcjonalnym Binauralem. Konstrukcja wewnętrzna to dual mono czyli kanały są całkowicie niezależne od siebie. Zasilacze impulsowe (toroidalne nie zmieściłyby się do tak niskiej obudowy).  

[img:15:L]Odsłuch

To bardzo nowoczesne urządzenie brzmi adekwatnie do tego, w jakich czasach zostało zaprojektowane. Prawdopodobnie dlatego znajdzie tak samo wielu zwolenników jak i oponentów. Puryści i audiofile oraz osoby, które uwielbiają potężnie wyglądające klocki powinny posłuchać tego wzmacniacza i wyciągnąć wnioski. Być może jest to pora na zmianę przyzwyczajeń i redefinicję tego, co potocznie nazywane jest "dobrze grającym sprzętem". Podobne doświadczenie mieliśmy niedawno z innym, także nowoczesnym  wzmacniaczem. Tam, niepozorny wygląd szedł w parze z jakością dźwięku, której nie dało się zignorować. Przy wzmacniaczu MICROMEGA jest równie ciekawie, a nawet nieco bardziej intrygująco. Obudowa wspomnianego przed chwilą CYRUS ONE nie była aż tak nowoczesna jak M-One 100. W sferze dźwięku mamy jednak wrażenia równie zaskakujące. 

Wydaje się, że MICROMEGA jest dość wymagająca - proponuję rozumieć to w sposób, który niejako zachęca do wybrania źródła, z którym ten wzmacniacz brzmi najlepiej. Jeśli chodzi o odtwarzacze CD, M-One 100 jest dość wybredny. Na "usprawiedliwnienie" można wspomnieć, że to konstrukcja niemalże z przyszłości. We wnętrzu znajduje się wypasiony DAC o parametrach totalnych, a CD? CD to pamiątka czasów mijających i zapewne dodane, stosowne gniazdo, znajduje się tam bardziej z powodów sentymentalnych niż konieczności. Niestety nie miałem okazji sprawdzić co by się stało gdyby podłączyć transport do dedykowanego gniazda I2S1 przyjmującego sygnał z CD cyfrowo - mogłoby być super.

 

Przestrzeń i wrażenie ogólne

Po włączeniu muzyki słychać dwie najważniejsze cechy: przestrzeń i sterylność. Te dwa spostrzeżenia od razu wzbudzają najsilniejsze emocje. Po pierwsze: lubimy gdy na scenie dużo się dzieje i oczywiście narzekamy, gdy dźwięk wydaje nam się ściśnięty. Tu jest na tyle szeroko i głęboko, że dywagacje na ten temat warto od razu uciąć. Należy po prostu cieszyć się brzmieniem muzyki. O sterylności za chwilę...

[img:3:L]Stereofonię można określić jako wrażenie bardzo wysokiej jakości. Charakeryzuje się wyraźnie zarysowanymi źródłami pozornymi. Doskonałym ogniskowaniem i rozseparowaniem tego, co buduje wrażenie objętości. W skrócie chodzi o oddzielenie źródła dźwięku od tego czym są, budujące kubaturę, pogłosy. Doskonale, wręcz analogowo, nagrany album Stephana Micusa zabrzmiał ze wzmacniacem MICROMEGA

bardzo realistycznie i przekonująco. Oprócz dźwięków bardzo dziwnych instrumentów, towarzyszy nam silny ambient otoczenia katedry, w której rejestrowane było nagranie. Słychać ptaki, dźwięki ulicy oraz to, co w każdym studyjnym nagraniu zostałoby usunięte. Ponieważ jest to nagranie live, dzięki wzmacniaczowi i jego możliwościom, możemy wniknąć do wnętrza świątyni i uczestniczyć w koncercie. Współczesne wzmacniacze znakomicie radzą sobie z wyzwaniem jakim jest przestrzeń, ale pomiędzy poszczególnymi konstrukcjami jest jakaś delikatna różnica, która potrafi wyróżnić z tłumu dobrze grających urządzeń - te wybitne. Do wrażeń przestrzennych dochodzi ponadto doskonała dynamika. Przy nagraniach instrumentów perkusyjnych, dominuje szybki atak. Wzmacniacz doskonale radzi sobie z nagłą zmianą poziomu natężenia dźwięku, zebiera wszystkie siły i czasami wręcz eksploduje mocą. Tu, z tego niepozornie wyglądającego płaskiego prostopadłościanu, energia po prostu tryska. Barwowo rozróżniamy różnice brzmień instrumentów. Nie są one nijakie i jednakowe - wręcz przeciwnie: pozwalają wizualizować poszczególne instrumenty, co w jakiś magiczny sposób pomaga przenieść się do miejsca gdzie gra muzyka.  

Wrażenia przestrzenne wspiera szczegółowość. Chyba trzeba ją określić jako ponadprzeciętną, a osoby które gustują w spokojnym graniu mogą na początku poczuć się nieco zagrożone. Materializacja oraz towarzysząca jej gęstość dźwięków skupia uwagę, a dźwięk jest jakby "renderowany". Obraz jaki powstaje jest jak grafika 3D. MICROMEGA to wzmacniacz cyfrowy, więc "obróbkę" sygnału można spokojnie określić takim własnie przymiotnikiem. Być może od tego miejsca miłośnicy lamp przestaną czytać co napisane jest dalej, osoby o bardziej nowoczesnym podejściu do audio - mogą za to zacierać ręce.

[img:5:L]Wysokie tony są delikatne i precyzyjne, a przy tym jednoznaczne i zdecydowane. Brzmienie nie wykazuje żadnych oznak nadmiernego rozjaśnienia czy podkolorowania. Bas nie jest jakoś przesadnie niski, ale przy orkiestrowym tutti potrafi zaprezentować swoją moc. Kontrola dołu - bardzo zadowalająca. Globalnie dźwięk jest pełny, ciepły i ozdobiony szczegółami. No i sterylny...

Sterylność to deser dla miłośników ciszy. Tam gdzie ma ona być, jest w swojej najlepszej postaci. Dźwięki zawieszone są w nicości więc możemy rozkoszować się tylko tym, co zapisał w studio realizator. To bardzo przyjemne doświadczenie: aczkolwiek różni się bardzo od tego, które uwielbiają i cenią tradycjonaliści. Możemy rozkoszować się wyszukwaniem detali, niuansów i roztrząsać do woli audiofilskie dylematy. Wzmacniacz taki  jak ten jest po prostu gwarancją braku problemów. Nie szumi, nie słychać grzejących się lamp, nie korci nas też ich wymiana.... bo jedyne co warto tu wymienić to źródło - na to nowoczesne - strumieniujące pliki Hi-Res.  

 

Podsumowanie

 

Gdzieś tu czai się "cyfrowy haczyk" tego wzmacniacza i warto o tym napisać. Jest to urządzenie w 100% zdygitalizowane - czyli ten wzmacniacz, otrzymując sygnał, obrabia go niezależnie od tego czy jest to muzyka dawana czy nowoczesna. 100% demokracji i równouprawnienia. Jeden z kolegów współpracujących z redakcją wychwycił ten aspekt dość szybko. Zwrócił uwagę, że starsze nagrania brzmią podobnie do tych współczesnych. W sposób bardzo jednoznaczny MICROMEGA nie różnicuje wieku realizacji. Czy jest to zaleta czy wada - trudno jednoznacznie powiedzieć. Dla niektórych będzie to doskonałą okazją do ujednolicenia szans dla wszystkich nagrań. Można sobie oczywiście łatwo wyobrazić płytoteki, w skład których wchodzi dość jasno zdefiniowany rodzaj muzyki. Zbiorów gdzie barok nie miesza się z twórczością Jean Michel Jarre, a muzyka metalowa nie gra na przemian z poważną jest wiele - bo czasami miłośnicy muzyki mają przecież jasno określone oczekiwania. I chyba dla takich osób jest przygotowana MICROMEGA. Z drugiej strony proponuję zakończyć w tym miejscu wątek szukania dziury w całym i popatrzeć na M-One 100 przez przyzmat młodego słuchacza nieskażonego klasycznym audiofilizmem. Obecnie mało kto siedzi na tyłku w sweet spocie i przekłada winyle co dwadzieścia parę minut.
To urządzenie na nowe czasy potrafiące z gęstych plików wydobyć najdrobniejsze detale i szczegóły szczegółów zarejestrowanych w studio. Wróżę, że dla osób o takich oczekiwaniach względem sprzętu będzie to zakup ostateczny.

 

[img:13]

Micromega M-One trafiła do nas dosłownie w kilka godzin po przylocie z Francji, można by rzec w stanie dziewiczym - czyli w czasie testów nie posiadaliśmy jeszcze dostępu: ani do modułu kalibracji pomieszczenia M.A.R.S., ani (nad czym ogromnie ubolewam) do słuchania na słuchawkach w trybie Binaural, a firmware był na wczesnym stadium rozwojowym. Chcę przez to powiedzieć, że M-One będzie się zmieniał i to zmieniał tylko na lepsze. Tak to teraz jest z zaawansowanym sprzętem... korzystajmy z tego.

Gdy zobaczyłem pierwszy raz czerwonego M-One, natychmiast przeleciało mi przez głowę, że wygląda jak Ferrari.
Podobno nie ma przypadków - odbierając przesyłkę z Micromegą na moje drodze stanął ON...

[img:11]

 

 

 

 

 

reklama
Copyright © INFOMUSIC 2016