25 listopada 2015 09:00

Ani centymetra kabla - aktywne zestawy Boson marki Infado

Konstruktorzy, jeśli nie rywalizują ze sobą zaciekle to lgną do siebie wzajemnie, a ponieważ ten niekonwencjonalny sposób myślenia w audio jest dość częsty to bez problemu Zygmunt spotkał w hotelu Sobieski Pana Pawła Piwowarskiego - reprezentującego firmę INFADO. Jego kolumna głośnikowa BOSON zainteresowała go głównie z powodu dźwięku który nie był do niej dostarczany tradycyjnie - kablem, ale jak się okazało powodów było znacznie więcej...  

[img:2:R]

Przedstawiamy Państwu rozmowę jaką przeprowadził nasz redaktor w jednym z najbardziej tajemniczych pokoi na warszawskiej wystawie Audio Video Show 2015. Pan Paweł Piwowarski reprezentował tam nową na polskim rynku firmę Infado.

Nadchodzą zmiany w audio. Czy tego chcemy czy nie, będziemy musieli się z tym pogodzić. Gdy w latach 80-tych XX wieku zamienialiśmy winylowy krążek na srebrną płytę CD wszystko było dość proste. Obecnie sprawy się nieco komplikują: na wyciągnięcie przysłowiowego kciuka, dysponujemy zasobami ogromnych bibliotek, które oferują praktycznie niezliczoną ilość muzycznych plików. Odtwarzać je możemy z dowolnego formatu, pozostało nam zaprzyjaźnić się jedynie z urządzeniami, które tę nowoczesną technologię reprezentują. A co byście Państwo powiedzieli, na urządzenie, które doskonale radzi sobie w tym nowoczesnym świecie? Przedstawiamy Państwu projekt firmy Infado. To kolumna BOSON, o której opowie nasz dzisiejszy rozmówca, pan Paweł Piwowarski.

  

 

 

[img:1:R]Zygmunt Jerzyński, INFOAUDIO.PL - Chciałem się zapytać, czego słuchamy w tej chwili, kim jesteście, co prezentujecie i dlaczego to gra tak, jak gra?

Paweł Piwowarski INFADO - Jesteśmy na stoisku firmy Infado. Produkt - to są aktywne kolumny głośnikowe DSP Boson. Ja jestem Prezesem firmy, Paweł Piwowarski. Jesteśmy firmą, która w tej chwili wchodzi na rynek. Jest to efekt długoletniej pracy z zaawansowaną technologią audio. 

Aktywne kolumny głośnikowe DSP Boson - to jest produkt, który ma dość ograniczoną konkurencję, patrząc także w skali całego rynku audio, nie tylko polskiego.

Aktywnym?

Tak, aktywnym. Tam w środku jest wzmacniacz i to wzmacniacz cyfrowy. 

Wzmacniacz cyfrowy, do obsługi zarówno  basów, tonów średnich, i góry?

Wzmacniacz, tak naprawdę, co do samego przetwarzania sygnału PWM, jest tylko jeden, ale ma cztery oddzielne, niezależne końcówki mocy: na górę, na środek, ale też na każdy z dwóch głośników basowych.

 … i każda z tych końcówek jest cyfrowa?

Wzmacniacz jest cyfrowy, więc w efekcie końcówki mocy też są częściami cyfrowego wzmacniacza. Całość wzmacniacza jest wzmacniaczem cyfrowym, czyli realizuje funkcję konwersji cyfrowo-analogowej klasycznego DAC'a - ale w sposób inny, wynikający z natury działania wzmacniacza cyfrowego.

 Jeśli to, co słyszymy, jest cyfrowe, to dlaczego brzmi to tak „analogowo”?

Myślę, że tu jest wiele czynników, które się na to składają. Nie da się odpowiedzieć jednym zdaniem, bo jest to kwestia wielu zastosowanych innowacyjnych technologii.

Zastosowany tutaj wzmacniacz cyfrowy nie jest klasycznym wzmacniaczem cyfrowym, bo jest oparty na własnej technologii wysokorozdzielczego Multibit-PWM. Ma pełne 16 bitów fizycznej rozdzielczości, podczas gdy klasyczna technologia wzmacniaczy cyfrowych opiera się na ośmiu bitach bazowego przetwarzania wewnętrznego.

Druga rzecz bardzo ważna to jest DSP, czyli korekcja, która ma na celu i zapewnia bardzo dobrą liniowość przetwarzania dźwięku, oraz koryguje fazę.

Kolejna bardzo ważna rzecz, to jest moduł „Jitter-Killer-a”. Wewnątrz każdej z kolumn jest jeszcze zaawansowana elektronika, która czyści zegar oraz jitter przychodzącego sygnału cyfrowego.

Laboratorium

Pojęcie „Jitter” jest słowem angielskim i nie ma dobrego, trafnego, polskiego odpowiednika. Spróbujmy jak najprościej, intuicyjnie to wyjaśnić. Jitter można by określić niestabilnością, wachliwością, „nerwowością” sygnału zegara. Jitter to są krótkookresowe nierównomierności, odchylenia od ustalonych, okresowych charakterystyk sygnału. Odchylenie może dotyczyć zarówno częstotliwości, amplitudy, jak i fazy.

Jitter w kontekście techniki cyfrowego audio odnosi się najczęściej do sygnału systemowego zegara, który taktuje cyfrowe sekcje obwodów elektronicznych. Spotykamy je w napędach CD, w DAC, itp. Stabilność takiego zegara systemowego jest niezwykle ważnym parametrem technicznym. Decyduje bowiem o jakości uzyskanego sygnału audio.

Tak bardziej obrazowo i intuicyjnie: wyobraźcie sobie Państwo sypialniany budzik. Taki niby sprawny, a jednak częściowo zepsuty. Wskazówka sekundnika odmierza kolejne sekundy, ale czyni to w bardzo dziwny sposób. Otóż pierwsza sekunda „trwa” 1s. Następna jest odmierzana jako zaledwie 0,9s. Kolejne – 1,1s; 0,8s;  0,9s; 1,0s; 1,2s; 1,1s. Wskazówka sekundnika porusza się do przodu ruchem „szarpanym”, nerwowym, niemiarowym.  Patrząc „całościowo” na wyżej przedstawioną sekwencję odmierzonych sekund – możnaby odnieść wrażenie, że budzik, choć nietypowo, to jednak „działa”. Wydawaćby się mogło, że wcale nas to „nie boli”. Przecież suma wszystkich sekund, jakie upłynęły, łącznie wynosi dokładnie 8. Można by więc stwierdzić, że odmierzył dokładnie „tyle, ile potrzeba”. Ten budzik jest „dziwny”. Czy z racji, iż długofalowo spełnia swoje zadanie („ani się nie śpieszy, ani się nie spóźnia”) – czy można powiedzieć że jest technicznie sprawny? Czy taki budzik może zostać użyty do wszystkich możliwych zastosowań? Pomimo, iż „długofalowo” ten zegar odmierza „poprawnie” – nie zmienia to faktu, że gdyby zegar systemowy Waszego DAC’a działał w przedstawiony jak wyżej, niestabilny, „nerwowy” sposób, to taki DAC zupełnie nie nadawałby się do odtwarzania muzyki. Dla lepszej wizualizacji tej koncepcji, posłużyliśmy się tutaj rozrzutem, niestabilnością, rzędu nawet 20%.  W przypadku technologii audio stabilność zegara musi być nieporównywalnie wyższa, na poziomie pojedynczych części na milion.

Niestabilność związana z odchyleniem szerokości impulsu (ang. Duty Cycle Distortion - DCD) - Szerokość impulsów reprezentujących określone informacje cyfrowe zależy od szybkości narastania i opadania zbocza sygnałów używanych podczas transmisji. Może to spowodować, że sygnał "1" będzie trwał dłużej niż sygnał "0" (lub na odwrót), gdyż próg decyzyjny, próg, przy którym zostanie rozpoznane „przełączenie” tego sygnału np. z „0” na „1” będzie osiągany z innym opóźnieniem, jak w przypadku przeciwnego przełączania, z „1” na „0”. Co gorsza, szerokość ta zależy również od stosowanych urządzeń, oraz od okablowania, którym transmitujemy takie sygnały. Po stronie odbiorczej, specjalne obwody przetwarzają wejściowy strumień danych. Jednak niedokładność tych obwodów, w połączeniu z „rozmytym” i nieprecyzyjnym zboczem sygnału (zboczem narastającym, zboczem opadającym) - może spowodować przesunięcie progu wyzwalania, czyli tym samym „chwili”, w której elektronika uzna, że właśnie nastąpiło przełączenie stanu. Odebrany sygnał zegara nie będzie już zatem wierną repliką sygnału pierwotnie nadawanego. Opisane zjawisko skutkuje właśnie pojawieniem się zniekształceń jitter typu „niestabilność związana z odchyleniem szerokości impulsu”.

Niestabilność Losowa - fluktuacje losowe pojawiają się na wyjściu każdego urządzenia, nawet jeśli na jego wejście podany zostanie sygnał idealnie ukształtowany i zsynchronizowany. Spowodowane jest to tym, że każde urządzenie elektryczne generuje szumy cieplne na skutek przepływu prądu, a np. szumy oscylacyjne w zegarach cyfrowych powodują zazwyczaj jitter losowy, o gaussowskiej charakterystyce rozkładu prawdopodobieństwa, gdyż wiążą się ze zmiennym polem elektromagnetycznym. Teoretycznie, wartość tego szumu, ze względu na jego charakter, może być nieograniczona. Jednak urządzenia takie generują fluktuacje o dosyć wąskim paśmie i pojawiają się bardzo indywidualnie dla każdego urządzenia. Dzięki niesystematyczności tego szumu, efekt kumulowania się jittera jest w znacznym stopniu ograniczony. To co pozostaje zatem, to jest niestabilność o charakterze losowym.

Fluktuacje fazy - pojawiają się również wszędzie tam, gdzie dochodzi do konwersji sygnałów jednego systemu na inny, np. zamiana sygnału asynchronicznego na sygnał synchroniczny, czy np. przy zmianie medium transmisyjnego na drodze transmitowanego sygnału. Jest to spowodowane potrzebą wykonania szeregu dodatkowych operacji, które wprowadzają szybkozmienne fluktuacje fazy.

 

 

Jaki właściwie sygnał przyjmują te kolumny na wejściu?

No właśnie to jest coś, co już na pierwszy rzut oka wyróżnia nasz produkt, ponieważ kolumny przyjmują sygnał cyfrowy - wchodzi cyfra do gniazd z tyłu kolumny.

Jakie są dostępne interfejsy?

Sygnał może wchodzić po różnych interfejsach. Ze względu na wystawę, połączenie jest teraz w pełni kablowe, żeby być pewnym efektu i uniknąć ewentualnych niespodzianek ze strony sieci radiowej w środowisku wystawy.

Natomiast oprócz USB czy SPDiF'a, po którym sygnał może wejść kablowo, to może to być również sygnał doprowadzony po Wi-Fi, czyli radiowo, ale tak czy inaczej do kolumn doprowadzamy sygnał w postaci cyfrowej.

 Czyli jeśli ten sygnał idzie teraz przez kilka metrów przewodu, na przykład SPDIF… czyli zanim on dotrze do tej kolumny, to zapewne wygląda on już jest totalna „sieczka” a nie jak sygnał, już nie ma prostokątnych zboczy?

Tak.

Co dalej? Realizujecie jakąś strategię precyzyjnego „odtwarzania” tego zegara? Zwalczacie powstający jitter w jakiś sposób?  Wiadomo, że jeśli sygnał przejdzie po cyfrowym kablu przez te kilka metrów, to jego zbocza stają się takie zaokrąglone, "analogowe" na drugim końcu kabla, sygnał o „łagodnych” zboczach, a z tego może się zrobić potencjalna  nieokreśloność czasowa pod względem precyzji zegara.

Bardzo słuszne pytania,  w 100% zgadzam się z tą tezą i pytaniem.

Rzeczywiście tak jest. Poziom jitter'a rośnie. My tego dokładnie nie badaliśmy, bo to z naszego punktu widzenia nie miało sensu. Skoncentrowaliśmy się raczej na wyczyszczeniu problemu u podstaw.

Faktycznie, jest dokładnie tak jak w pytaniu – zegar jest odtwarzany lokalnie. 

Natomiast ważne jest to, że to nie jest technologia klasycznie wykorzystywana i najprostsza dostępna na rynku, czyli tak zwane ASRC. Czyli technologia, która za pomocą filtrów cyfrowych konwertuje częstotliwość próbkowania i w efekcie działa asynchronicznie względem zegara w przychodzącym sygnale audio.

Natomiast my zadaliśmy sobie sporo trudu, żeby nasz Jitter-Killer działał jako rozwiązanie synchroniczne. Czyli nie przetwarzamy przychodzącego sygnału Asynchronicznie, w celu redukcji jitter-a, ale jednocześnie w moim przekonaniu wpływając negatywnie na inne parametry sygnału audio, głównie w dziedzinie czasu, co jest bardzo ważne.

W kolumnach Boson robimy to synchronicznie, czyli tak naprawdę synchronizujemy się do przychodzącego sygnału SPDIF.

Czy to się wiąże z buforowaniem jakiejś mega długiej sekwencji w buforze pośrednim i z jakimś lekkim opóźnieniem tego sygnału, zanim trafi do głośnika?

Rzeczywiście są dwie podstawowe strategie którymi to można zrobić.

Jedna to jest buforowanie, ale są tu bardzo istotne problemy techniczne. Taki bufor zawsze się kiedyś skończy i to jest trudne w implementacji, chociaż takie rozwiązanie ma duży potencjał jakościowy.

Natomiast w naszym produkcie robimy inaczej. Wykorzystujemy DDS - Direct Digital Synthesis, czyli tak naprawdę "syntetyzujemy" ten zegar, poprzez zaawansowany chip, który jest w stanie syntetyzować wysokoczęstotliwościowe zegary. To jest też ważny aspekt – przy pomocy samego buforowania nie bylibyśmy w stanie wygenerować potrzebnego nam zegara wysokoczęstotliwościowego.

Aczkolwiek precyzyjny, stabilny zegar, tak?

U źródła jest to synteza cyfrowa, a więc jest zupełnie niezależna od jittera przychodzącego – można powiedzieć, że to jest taki odpowiednik izolacji galwanicznej w sygnałach elektrycznych.  Natomiast pojawia się tam problem niedoskonałości wynikających z pasożytniczych składowych, charakterystycznych dla tej metody, które trzeba filtrować analogowo.

Analogowo czy cyfrowo je filtrujecie ?

Zegar jest cyfrowo syntetyzowany, ale pasożytnicze składowe można filtrować wyłącznie analogowo.

Ale tak czy inaczej to są takie dość zaawansowane rzeczy technologiczne, w sumie efekt jest taki, że mamy super stabilny zegar, przy dobrym odfiltrowaniu analogowym. Ten zegar ma bardzo niskie poziomy Jittera, na poziomie piko-sekund. Warto podkreślić jeszcze dwie rzeczy, jeśli chodzi o bazowy zegar audio w kolumnach Infado. Nie jest to lokalny zegar rzędu kilkunastu MHz, generowany przy pomocy technologii DDS i następnie podwyższany przy pomocy pętli PLL w razie potrzeby, tak, jak to się zwykle używa w audio.  My wykorzystujemy raczej możliwość bezpośredniego generowania precyzyjnego zegara o częstotliwości stu kilkudziesięciu MHz, a to jest bardzo korzystne dla pracy wzmacniacza cyfrowego. Druga rzecz, jaką w ten sposób uzyskaliśmy, to jest wyeliminowanie wspomnianych pętli PLL w torze zegara, które również mają niekorzystny wpływ na poziom szumu fazowego (czyli w praktyce jittera), w szczególności zaś  tego niskoczęstotliwościowego, czyli tej partii szumu fazowego, która w dużym stopniu nachodzi na zakres częstotliwości audio.

To może tak zapytam z perspektywy laika, dla laika. Co my tutaj widzimy? Widzimy puste pomieszczenie, w którym stoją dwie kolumny i laptop i nic więcej.

„Nie ma” wzmacniacza, tak?

Tak jest. To jest też problem, który mamy i rzeczywiście, wydaje się, że rynek i odbiorca do pewnego stopnia nie jest przygotowany na takie produkty, bo część osób szukająca np. właśnie nowego wzmacniacza, zagląda i wychodzi. Więc staramy się komunikować też jednoznacznie, że tu jest wzmacniacz, a nawet jest o wiele więcej: jest całość.

Koncepcja całościowego produktu zrodziła się z mojego własnych doświadczeń jako audiofila kilkanaście lat temu, a mianowicie, że wielkim problemem jest skutecznie poskładać komponenty toru audio w udany zestaw.

Należę do tej części audiofili, która raczej nie ma czasu ani energii na to, żeby zestawiać kilkadziesiąt kombinacji i nigdy nie być pewnym tak naprawdę, na ile wybrana kombinacja jest już optymalna.

Idea była więc taka -  zróbmy produkt, w którym będzie pewny i gwarantowany efekt.

Zastosujemy najlepszą dostępną zaawansowaną technologię, wkładamy ją w kolumnę i tym samym osiągamy przede wszystkim gwarantowany efekt dla odbiorcy, że to co usłyszy na odsłuchach powinno tak samo zabrzmieć w domu.

Oszczędzamy także czas i pieniądze, bo nie zestawiamy różnych komponentów i nie ponosimy ryzyka, że jeden z drugim nie zagra.

No i mamy też przyjazność dla przestrzeni domowej, bo zazwyczaj współmałżonki też nie mają nic przeciwko temu żeby zniknęła cześć tradycyjnych klocków audio z domu. Albo kabli przypominających wąż ogrodowy.

Pytanie  trochę przewrotne, może trochę niewygodne: niektórzy klienci mają kilka różnych źródeł sygnału i lubią przełączać się między źródłami,  a co bardziej „leniwi” -  lubią to robić za pomocą pilota,  przełączyć  z jednego źródła na inne bez wstawania z fotela. Czy tego typu architektura w ogóle pozwala na jakąś dywersyfikację wejść, przełączanie,  jakieś zdalne sterowanie? Czy to jedno z drugim raczej się nie klei?

To mogłoby być niewygodne pytanie, ale w przypadku naszego produktu mam nadzieję, że nie będzie niewygodnych pytań. Myśleliśmy o tym w podobny sposób, że wygoda i funkcjonalność muszą iść w parze z najwyższą jakością. Jest to zrealizowane w ten sposób, że jest graficzna aplikacja, która jest dostępna zarówno na Windows, jak i na Androida. To ona stanowi interfejs użytkownika. Jeżeli ktoś chce mieć ekwiwalent tradycyjnego pilota, to najlepszym rozwiązaniem moim zdaniem jest 7-calowy tablet i na tym tablecie, nasze GUI akurat idealnie się mieści.

Można zrealizować wtedy takie wygodne funkcje, których nie można mieć na pilocie, jak na przykład  suwaczek z głośnością, którym można dotykowo zmieniać głośność.  To rozwiązanie jest niezależne od hardware'u, można kupić w tej chwili tablet za 300 złotych i mieć graficzny interfejs użytkownika.

Za pomocą tej aplikacji, jak to widać za nami, można też na przykład przełączać wejścia audio.

W kolumnie jest dostępny szeroki zestaw wejść audio. Są dwa wejścia SPDIF kablowe,  dwa wejścia SPDIF optyczne. Są też dwa wejścia USB po to, żeby na przykład odtwarzać z pen-drive-a.

Sterowanie odtwarzaniem jest widoczne na aplikacji, bo aplikacja jest też player'em. Czyli widać pliki, które są albo na dysku lokalnym, albo na dysku podłączonym do kolumny. Może to być zewnętrzny dysk twardy, na którym mamy wielką płytotekę. Ja mam na 3,5 calowym dysku kilkaset płyt i podłączam go zazwyczaj do komputera albo do kolumny. Zawartość dysku widzę na aplikacji z interfejsem graficznym. Od strony transmisyjnej, sterowanie idzie po Wi-Fi, a sygnał audio może iść albo po Wi-Fi, albo po kablu, po dedykowanych interfejsach kablowych audio, takich jak np. SPDIF.

Czy ja dobrze zrozumiałem, że mogę podłączyć jeden lub kilka dysków, powiedzmy, jedno-terabajtowych, od tyłu tej kolumny, przez USB i później, za pomocą tableta, po prostu nawigować po wielkiej bibliotece utworów i wybierać sobie „do wyboru do koloru”?  Gdzie się ten dysk podłącza?  Do laptopa, do kolumny, gdzie?

Są dwie możliwości, – jedna to laptop, to jest klasyczne połączenie, wtedy komputer i jego system operacyjny pozwala nam pokazać zawartość dysku.

Druga możliwość to podłączenie dysku do kolumny. W jednej z tych dwóch kolumn, która jest kolumną typu „Master”, jest system operacyjny, dlatego możemy widzieć „jej dyski” ..

Dodatkowo na naszym odtwarzaczu jest możliwość zobaczenia utworów według ich tagów. To jest najwygodniejsza metoda. A jeśli nie ma tagów, to oczywiście po nazwie pliku.

Te aktywne kolumny są dużej mocy? Na jak duże pomieszczania?  Jakie są ich ogólne parametry? Do małych pomieszczeń, średnich, czy dużych?  Uniwersalne? Czy tu jest „zapas mocy”? Jak to można by przedstawić tak w kategoriach „dla ludzi” bardziej?

Jak wchodzą tutaj osoby odwiedzające wystawę, to ich pierwsze wrażenie jest, że to jest zestaw do dużych pomieszczeń. No i na pewno jest w stanie nagłośnić duże pomieszczenia.

W każdej kolumnie są cztery końcówki mocy. To jest Quad-Amping, a do każdego z głośników dedykowana jest osobna końcówka mocy, która ma porządny zapas, bo to jest 200 Watów. Na każdy głośnik.

Czyli każda kolumna ma łącznie 800 Watów?

Tak można powiedzieć, natomiast oczywiście, takie liczby są „nośne i marketingowe”, ale powiedzmy sobie szczerze, że głośnik wysoko-tonowy, czy głośnik średnio-tonowy nie wykorzystuje w pełni tej dyspozycyjnej mocy. To jest pewna rezerwa, którą mamy.

To jest „specyfikacja” bardziej, niż faktyczne waty, którymi gramy, tak?

Tak, ale tak jest w przypadku każdego sprzętu audio. Więc według standardowych, rzetelnych specyfikacji, jest to faktycznie 4 x 200 Watów. Na kanał.

Ponieważ akurat testuję te kolumny w bloku, to mam doświadczenia z pomieszczenia 20 metrowego i nie mam problemu ze wzbudzaniem basu czy z dudnieniami.

Myślę, ze korekcja DSP w połączeniu z brakiem bass-reflex-u i podbicia typowego dla bass refleksu, które często kończy się dudnieniem, powoduje, że takie kolumny dużo łatwiej jest zaadaptować również i w mniejszym pomieszczeniu,

Ponieważ to nie jest bass refleks, więc nie mamy tego problemu, że ustawimy kolumny blisko ściany w małym pomieszczeniu i będzie się nam bas silnie odbijać i wzbudzać. Tutaj mamy obudowę zamkniętą, która jest korygowana przez DSP.

W kontekście takiego bardzo modnego ostatnio tematu, ludzie biorą PCM i konwertują to wzwyż na wielką częstotliwość, idą z tym do góry do DSD, i ponoć jak słuchają „tego samego materiału”, ale już w postaci formatu DSD, to gra im to to podobno „lepiej”. Ile jest w tym prawdy i czy to miałoby zastosowanie w takim produkcie? A może już Pan to stosuje? Może Pan już myśli o tym, czy też jest to raczej „nie ten kierunek”?

Śledzę do pewnego stopnia te trendy rynkowe i branżowe, natomiast DSD nie jest zaimplementowane w naszym produkcie i nie będzie zaimplementowane. Głównie z tego powodu, że … nie wiem na ile odbiorcy zdają sobie z tego sprawę, że DSD pociąga za sobą jedną, z mojego punktu widzenia, bardzo istotną konsekwencję. Taką, że DSD praktycznie nie pozwala na zastosowanie zaawansowanej obróbki DSP, a która jest kluczowym elementem naszego produktu.

Moment, moment, bo jak gdyby to jest coś innego, jak wchodzi do systemu natywne sygnał DSD, już jako sygnał wchodzący, bo to by byłaby jedna taka kategoria produktu ... ale ja pytam o taką jeszcze inną modę na rynku, modę polegającą na tym, że ludzie biorą standardowy sygnał, powiedzmy z płyty CD, który jest standardowym sygnałem PCM,  ze wszystkimi swoimi ograniczeniami, a następnie w sposób „sztuczny” konwertują ten sygnał wzwyż do wielkich częstotliwości, do DSD, a następnie słuchają tego i ponoć, rzekomo, odnajdują jakieś szczegóły, których wcześniej nie było. Czy to nie brzmi trochę jak utopia?

Mogę sobie wyobrazić różnego rodzaju efekty, chociaż tutaj może być ciężko oddzielić rzeczywiście, te tak zwane artefakty, czyli zniekształcenia tak naprawdę, które pojawiają się w wysokich częstotliwościach, a które są związane z modulacją DSD.  DSD - to jest jednobitowy sygnał, który ma bardzo wysoką częstotliwość, i pojawia się przy nim bardzo dużo szumu, który trzeba przesunąć właśnie w HF, w wysokie częstotliwości, więc trudno powiedzieć do końca, z czego różne efekty mogą wynikać.

Tak czy inaczej jest rzeczywiście spora grupa dość zagorzałych zwolenników tego formatu, natomiast ja nie korzystam z DSD - nie mam własnej opinii odsłuchowej.

Natomiast to, co widzę z opinii użytkowników: starają się raczej grać z natywnych formatów DSD i to uważają za prawdziwe DSD, a PCM konwertowane w DSD za już coś bardziej ułomnego i niekoszernego, nie do końca dającego ten sam efekt. Wydaje mi się, że zagorzali zwolennicy DSD są tutaj purystami jeśli chodzi o cały tor DSD.

Podsumowując czy można to u nas wykorzystać?  Nie, dlatego że to kłóci się z ideą naszego wzmacniacza cyfrowego PWM, który jest na końcu toru i jest taką kluczową technologią, jednym z najbardziej innowacyjnych elementów produktu.

 We wzmacniaczu jest wykorzystywany PWM, który jest innym rodzajem modulacji (względem DSD), natomiast ma tą zaletę, że w naszym przypadku daje fizyczną rozdzielczość 16 bitów. Ja niewątpliwie jestem zwolennikiem wielobitowej, a nie jednobitowej konwersji. Była moda na jednobitowe przetworniki C/A, bo DSD nawiązuje do tego, co już kiedyś pojawiło się jako jednobitowe przetworniki cyfrowo-analogowe, natomiast dość szybko producenci wycofali się ze „stricte jednobitowych” przetworników.

Poszli w przetworniki typu multi-, czyli „mieszane”, tak?

Tak, wielobitowe. Wiadomo, jakie problemy towarzyszą konwersji jedno-bitowej - oprócz szumu wysoko-częstotliwościowego, to są np. niestabilności przetwarzania, bo to są bardzo agresywne algorytmy DSP. Cenieni naukowcy– Stanley Lipshitz i John Vanderkooy z Uniwersytetu w Waterloo w Kanadzie, specjalizujący się właśnie w tej części audio, napisali w artykule z 2001 roku wprost:

„In recent years, we have seen the consumer audio industry perform a remarkable feat of salesmanship by proclaiming that 1-bit converters are better than multi-bit converters, and succeeding in marketing 1-bit products as preferable for the highest-quality performance”

 ... sugerując, że za promowaniem 1-bitowych konwerterów stoi raczej marketing, a nie techniczna wyższość takiego rozwiązania.

Ja mam generalnie problem z taką, według mnie mniej naturalną, reprezentacją sygnału, jaką jest konwersja jednobitowa, w odróżnieniu od bardziej naturalnego wielobitowego odwzorowania amplitudy. Z jednej strony rozumiem, że do zwolenników DSD przemawia bardzo duża ilość próbek sygnału w czasie, która może się kojarzyć „analogowo”, ale trzeba przy tym zwrócić uwagę, że same wartości to już najbardziej niskopoziomowa dwustanowa „cyfra” 0/1…
Agresywne DSP konieczne do obróbki DSD może wprowadzać pewne drobne, ale jednak zniekształcenia, w dziedzinie czasu, które moim zdaniem mogą być słyszalne. Generalnie te kilkanaście lat pracy z audio doprowadziło mnie do zwrócenia znacznie większej uwagi, niż to jest przyjęte w świecie technologii audio, na dziedzinę czasu i na postać sygnału w czasie. Dominująca aktualnie perspektywa, doktryna technologiczna, czy powiedzmy analiza laboratoryjna, jest taka, że opieramy się głównie o parametry w dziedzinie częstotliwości. To jest też łatwiej zmierzyć i sparametryzować. Wiele rozwiązań może wtedy wyglądać ładnie, a tymczasem, w dziedzinie czasu - wyglądają już dużo gorzej. A to, co my słyszymy, to jest tak naprawdę tylko i wyłącznie fala w dziedzinie czasu.

Bardzo to wszystko ciekawie brzmi, zainteresowało mnie to pod względem konstrukcyjnym, bo sam czasami coś dłubię, natomiast tak bardziej pod naszych czytelników, którzy są konsumentami, …od razu zapewne zaczynają się zastanawiać: „A czy mnie na to stać”?

Tak jak wspominałem, jest to w mojej ocenie jeden z najbardziej innowacyjnych projektów i technologii na rynku audio, więc z tym idą pewne koszty. Wspomnę też o tym, że obudowa jest dwuczęściowa, ściana przednia nie jest z MDF, lecz z kompozytu o grubości 4cm.

Więc to składa się na rachunek ekonomiczny, który wymusza konkretne koszty. Nie mogę podać na tę chwilę oficjalnej katalogowej ceny rynkowej, natomiast mówimy tutaj o kwocie około 5000 EUR za sztukę, natomiast cena raczej nie powinna sięgać poziomów kilkunastotysięcznych, za parę. No ale trzeba też pamiętać o tym, że Boson zastępuje nam dokładnie cały tor audio, czyli to jest taki w założeniu "One-box" High-End, gdzie DSP ma zapewnić najwyższe parametry.

To urządzenie zastępuje nam  przynajmniej cztery komponenty audio. Cztery komponenty, które kupowalibyśmy oddzielnie i dodatkowo tracilibyśmy czas na wymianę i optymalizację. Czyli źródło, transport (bo Jitter-Killer zapewnia audiofilską jakość z dowolnego peceta, bądź np. dysku zewnętrznego) , wzmacniacz, kolumny, i okablowanie, które też przecież kosztuje, często kilka tysięcy złotych.

Warto też wspomnieć w temacie okablowania - innowacyjna jest konstrukcja tej kolumny również i w tym aspekcie, że nie ma w niej ani jednego centymetra kabla.

Nie ma centymetra kabla? Jak to jest możliwe?

Głównie dzięki temu, że bardzo dużo wysiłku poszło w to, żeby wzmacniacz był jak najbliżej głośników, więc mamy zminimalizowane odległości pomiędzy wzmacniaczem, samymi zaciskami wzmacniacza, a poszczególnymi zaciskami głośników. Nie mogę zdradzić bliższych szczegółów bo jest to też przedmiotem zgłoszenia patentowego.

Czyli tak mówiąc w skrócie, wzmacniacz jest „przylutowany wprost” do głośnika i odpadają kable głośnikowe i wszystkie problemy z tym związane… A zatem w tej cenie, którą Pan oszacował, jeśli dobrze zrozumiałem, uzyskujemy komplet kabli głośnikowych, których fizycznie brak, czyli "najlepsze na świecie". Uzyskujemy dwie kolumny, czterodrożne, optymalnie spasowane pod względem fazy, wzmocnienia, bez jakichś zębów w charakterystyce przenoszenia, bo to można cyfrowo kompensować, tak? Do tego dostajemy wzmacniacz, i to właściwie w Quad-Ampingu ...

... zdalną aktualizację, …

Zdalną aktualizację,  dostajemy do tego jeszcze interkonekty analogowe, których również „nie ma” - bo są niepotrzebne,  a to wszystko w przedziale około 10.000 EU.  To teoretycznie brzmi drogo, ale jeśli to potraktować jako "cały system" – jest to chyba ciekawa propozycja ...

To oczywiście rynek oceni i oczywiście każdy rynek może oceniać to inaczej. Inaczej może oceniać to polski konsument, a inaczej konsument w Europie Zachodniej, co mamy też na uwadze. Myślę natomiast, że średni budżet audiofila, na system z wyższej półki, oscyluje obecnie zapewne w okolicach kilku tysięcy euro, powiedzmy 5-ciu tysięcy. Przypuszczam, że z takimi kosztami audiofile się liczą, więc zwiększenie tego budżetu o kilkadziesiąt procent nadal może być potencjalnie w zasięgu, w odróżnieniu od kwot, które idą w setki tysięcy złotych za produkty z górnej półki. Myślę, , że rzeczywiście to rozwiązanie jest nie dla każdego, natomiast nie jest też adresowane dla jakiejś bardzo wąskiej grupy, tych najbardziej zamożnych klientów.

Wiele ciekawych kwestii miałem okazję opowiedzieć, dzięki ciekawym i dociekliwym od strony technologicznej pytaniom, natomiast warte jest podkreślenia to, że możemy zdalnie aktualizować korekcję DSP, a to jest ogromną zaletą. Ja również korzystałem z tej możliwości podczas przygotowania tego produktu. Nie wykluczam, ze uda nam się jeszcze poprawić jakieś parametry, bo to jest taka trochę nigdy nie kończąca się historia, w szczególności w zakresie korekcji DSP. Ta wersja produktu jest już bardzo zaawansowana, ale zawsze można jeszcze coś polepszyć, w szczególności używając np. zaawansowanych pomiarów, a następnie taką aktualizację użytkownik może wgrać sobie samodzielnie. To, że można zaktualizować, wgrać nowy kod DSP bezpośrednio na procesory w samej kolumnie, to jest moim zdaniem duży bonus. Klienci nie zostają w sytuacji, że kupili produkt, a później pojawia się nowa wersja produktu i wtedy żałują, że powinni byli zaczekać, tylko dostają aktualizację i mogą ją wgrać.

Wgrywanie polega na sięgnięciu do adresu IP, który ma nasza kolumna, bo kolumna podłącza się pod router, jest widoczna jako jedno z urządzeń IP, a my po prostu wpisujemy komendę wywołującą dostarczone przez nas narzędzie. Podajemy nazwę pliku i za pomocą WiFi, aktualizuje się software. Wyłączamy a następnie ponownie załączamy zasilanie i mamy już aktywny nowy software.

Ja tak robiłem, testując, przygotowując te kolumny do wystawy. Testowałem różne wersje software'u i to było dla mnie nieocenione narzędzie. Po prostu na komputerze wpisywałem komendę "Nowa Wersja Oprogramowania" ... , ponownie załączałem kolumny i słuchałem, która jest optymalna.

Pora na podsumowanie, bo widzę że widownia się niecierpliwi i pragnie muzyki... Widzę że dostępny jest model czarny, szary, i wiśniowo-brązowy, czy wiśniowy. Czy to jest wszystko „to samo” ale w różnych kolorach, czy są to jakieś zróżnicowane wersje tego produktu?

Nie, podstawowy model od strony audio-akustycznej to jest to samo, ta sama technologia. To co widać, to jest głównie strona wizualna, wykończeniowa. Dostępne są trzy wersje kolorystyczne.

Teoretycznie można rozszerzać tą gamę kolorystyczną, ale to są połączenia które według nas dobrze się komponują kolorystyczne. Myślę, że bardzo dobrze pasują do nowoczesnych wnętrz ze względu na zastosowanie jednolitego koloru, a nie okleiny drewnianej, więc w założeniu powinny być uniwersalne – z przeznaczeniem zarówno do wnętrz bardziej standardowych, jak i w szczególności do nowoczesnych.

Jak się podoba na targach? Czy ta impreza targowa jest inna od wszystkich innych, czy jest to raczej kolejny punkt na mapie świata? Czym się różni?

To jest nasz debiut, nie mam od strony akurat imprez audio porównania. Myślę że jest bardzo fajną rzeczą, że taka wystawa jest w Polsce. To jest w tej chwili trzecia, a być może druga wystawa w Europie, więc to, że jest organizowana z takim rozmachem i że jest tak popularna, ma taką frekwencję to jest świetna rzecz. Oczywiście, zarówno dla samych organizatorów, ale też i dla rynku, dla całej branży, więc to jest ogromny plus. Widać też -profesjonalizm w jej organizacji, wypracowany przez lata. 

No a od naszej strony to jest też trochę kwestia uświadomienia czy przekonania rynku, bo z jednej strony koncepcja jest niestandardowa, a z drugiej strony część osób też ma już pewne przyzwyczajenia, na zasadzie "skoro wszystko w jednym - to nie może dobrze grać" ... lub: „wzmacniacz, jeśli nie zajmuje miejsca, jeśli nie jest wydzielony, nie ma odpowiedniej wagi, to marne szanse, żeby zagrał”. A jeszcze wszystko zrealizowane „w cyfrze” … - tak więc są też trochę bariery we wstępnej akceptacji produktu. Po prostu dźwięk musi przekonać i iść w parze z funkcjonalnością.

Dzięki za rozmowę. Pora chyba teraz posłuchać muzyki.

 

 

 

Kolumny
reklama
Copyright © INFOMUSIC 2017