30 września 2015 17:24
Info LAMPIZATOR Brzozowa 26A 05-552 Warszawianka

Część II - Założenia konstrukcyjne marki LampizatOr

Rozumiem, że Pan hołduje jednak technice lampowej?

 Łukasz: Ja niczemu nie hołduję. Na technice tranzystorowej się nie znam, a porównując to, co ja robię z tym, co robią po swojemu ci znawcy tranzystorów, stwierdzam, że nie idzie nam tak źle, więc nie czuję potrzeby przesiadki na tranzystory. Gdyby tranzystory grały lepiej, z całą pewnością bym robił tranzystory. Gdyby lepiej grały układy wzmacniaczy operacyjnych – scalonych – z całą pewnością w nich bym dłubał.

   Nie mam żadnych uprzedzeń, co do techniki, akurat lampy są fajne, bo są łatwe, w bardzo łatwy sposób - na skróty - można osiągnąć dobry efekt.

   Przy tranzystorach wymaga to niesamowitej dyscypliny, wiedzy i ogromnej ilości testów, dlatego że najmniejszy błąd powoduje spalenie się najczęściej całego układu wszystkich tranzystorów.

Rozumiem, że idziemy w kierunku takim: szukamy Świętego Gralla i droga oświetlana lampą wydaje się najlepsza do osiągnięcia ideału. Mówiąc w skrócie: w poszukiwaniu  idealnego dźwięku lampa jest lepsza od tranzystora?

 Dla mnie jest lepsza.... tylko tyle. 

Gdzieś tam ci lampowcy i tranzystorowcy okopali się chyba w swoich stanowiskach?

Łukasz: Mnie zupełnie ten spór nie obchodzi. Nigdy w życiu nie zajmowałem się nim dłużej.  To tak, jakby porównywać miłośników narciarstwa i żeglarstwa. Każdy lubi co innego, no tak. Niby tam na końcu jest ta sama adrenalina, w różny sposób wyzwalana czy endorfiny, ale tutaj na końcu jest jednak dźwięk, który bardzo łączy jedną i drugą technikę.

Czy sądzi Pan, że jest odrobina prawdy w tym, że łatwiej jest lampą...? Pan tak powiedział, że przy pomocy lampy jest jednak łatwiej osiągnąć, być może też mniejszymi nakładami - ten idealny dźwięk.

Łukasz: Nakłady są na pewno większe. Niestety. Powyżej pewnego poziomu finansowego, urządzenie tranzystorowe potrafi pokazać większa klasę, niż lampa - ale są to jakby ceny już zupełnie astronomiczne. Wydaje mi się, że tranzystor może grać bardzo dobrze, ale jak na tranzystor. Świetny może być szampan hiszpański, jak na hiszpański, ale to jest nadal szampan hiszpański, który nazywa się Cava… i nigdy nie będzie szampanem francuskim.

    Jest kilka takich aspektów, na które chciałem zwrócić uwagę w tej rozmowie. Po pierwsze: w latach 60-tych ludzie, którzy pracowali w tej branży, byli wyszkoleni w latach 50-tych, więc zdecydowanie byli bardzo „lampowi”. Jak się pojawiły tranzystory, wielu ludzi pracowało dalej głową w lampach i dla nich ten schemat, to był ten sam tylko, że zamiast lampy był tranzystor i to był bardzo prosty układ, dwu- trzyelementowy, który oni mieli w głowie, a potem nastali już ludzie, których już szkolono w latach 70-tych. Zaczęli pracować w latach 80-tych. I oni wynieśli z politechnik wiedzę tranzystorową. Inne podejście, no i oczywiście, ekonomia.

   Dwa tranzystory potrzebujemy, cztery, osiem, dwadzieścia sześć, trzydzieści pięć, sto dwadzieścia? No problem. One są tylko po ćwierć dolara i nic nie potrzebują: ani podgrzewania, ani gniazd specjalnych, ani miejsca na te szklane bańki. Także, inżynierowie, którzy zawsze mieli spętane ręce z braku miejsca, ciepła i energii zasilania w lampach, stwierdzili nagle: hulaj dusza, piekła nie ma. Możemy sobie zaszaleć i damy 40 tranzystorów. W związku z tym, moc staniała i projektanci kolumn stwierdzili:

   - Po co my się męczymy? Mamy specjalne magnesy ALNICO, jakieś cudowne membrany, nie ma problemu: chcemy 5 W, 7 W, 10 W – to już nie jest nasz zakres pracy. 100 W? - no problem, 200? no problem, 350? Why not?

   Zaczęto robić zupełnie inne głośniki. Za tym poszło to, że te wzmacniacze musiały być tranzystorowe i cała technika musiała być tranzystorowa. Tylko po to aby dogonić tę zmianę w skuteczności i czułości głośników. W związku z tym, cała branża pojechała jakby wzdłuż innego wektora: większa moc - tania moc, tani prąd no i lampy musiały umrzeć.

   W związku z tym, przestano produkować drivery – mam na myśli głośniki nie kolumny. Przestano produkować łatwe do wysterowania, o szerokiej charakterystyce i o dużej skuteczności, czyli, nie tylko kolumny, ale i głośnik stał się niedostępny dla lampy.

   No i właściwie to był koniec, więc ta dyskusja wtedy nie miała żadnego znaczenia. Nikt nie pytał, co gra lepiej, liczyła się tylko droga ekonomii. Tak, jak telefony dotykowe wyparły telefony z przyciskami, które wcześniej wyparły pagery, tak po prostu tranzystor wyparł lampę. W tym czasie uczelnie techniczne zaczęły wypluwać ludzi, którzy rozumieli tylko tranzystory, więc nie było odwrotu.

A gdybyśmy się mieli skupić tylko na samym dźwięku. Bo o tej estetyce dźwięku, jeśli Pan pozwoli, jeszcze porozmawiamy, ale sam dźwięk. I teraz mamy dwa tory kompletnie inne. Załóżmy: małej mocy lampa, jakieś 2-watowe Yahamoto+ kolumna ogromnej skuteczności 106- 110 dB. Drugi tor kompletnie inny: tranzystory dużych mocy+mało skuteczna kolumna. Czy przy pomocy tak skrajnie różnych torów można osiągnąć ten sam efekt soniczny?

Łukasz: Jeśli przypominam sobie wszystkie swoje szczęśliwe momenty przed kolumnami, takie gdy byłem absolutnie wniebowzięty, to głównie są to momenty z lampami, ale również ze wzmacniaczami cyfrowymi, w tak zwanej klasie „D”. One dzisiaj wyparły wzmacniacze liniowe.

   W tych wzmacniaczach cyfrowych zdarzyło się coś, co dotychczas nie było mi znane z tranzystorów i udało mi ogromną satysfakcję: przy mało skutecznych kolumnach, wielkiej mocy i „niekoszernej” technice - bo tam jest zasilacz impulsowy i stopień wyjściowy impulsowy - różnymi sposobami możemy to osiągnąć. Wydaje mi się, że bardzo prosto zrobiony tranzystorowy układ, taki trochę a’la Nelson Pass - takie jego pierwsze konstrukcje: jeden tranzystor, mała moc, jakieś źródło prądowe na żarówce lub kilka MOSFET-ów równolegle, ale bardzo prosto zaaplikowanych - gra równie dobrze, jak lampa.

   Źle grają rzeczy skomplikowane, czyli tam, gdzie dajemy dużo bardzo części, bardzo dużo stopni, komplikujemy sprawy po to tylko, żeby sprostać jakimś pomiarom typu 0,0001% i to zaczyna brzmieć rzeczywiście źle. I pewnie pamiętamy wszyscy okres, kiedy u nas był „PEWEX” – przynajmniej ja to tak pamiętam, będąc wtedy nastolatkiem – chodziłem wtedy do „PEWEXU” i brałem broszurki i w tych broszurkach były zawsze dane techniczne, tak niemiłosiernie uwidoczniające zniekształcenia harmoniczne, zniekształcenia całkowite, procent jakichś tam harmonicznych w całym dźwięku i stosunek szumu do sygnału. I te wyniki wtedy zaczęły rządzić światem.

   Czyli to były wczesne lata 80-te, czyli na pewno urządzenia Technics, Pionieer oraz Sony. Były one lepsze niż nasza „Unitra”, bo miały te magiczne 0,0001%. Żeby osiągnąć takie wyniki, musimy sięgnąć do sprzężeń zwrotnych i do układów poprawiających parametry, a nie dźwięk. Więc, żeby osiągnąć 0,0001%, co jest absolutnie niewykonalne przy lampach, a szczególnie lampach typu SINGLE-ENDED i układach bez sprzężenia zwrotnego, ludzie kupowali tamte urządzenia na parametry.

   Pamiętam broszury „Pioniera”, gdzie w jednej broszurce było sześć modeli odtwarzacza kasetowego i z tyłu była tabelka i był model A, B, C, D, E, F – każdy droższy od poprzedniego. W każdym „oczku” tabelki dane na temat zniekształceń i procentowych odchyleń.  Coraz mniejsze wartości i coraz droższe modele. Tam nie było mowy o dźwięku, tylko były te procenty. 

Czy to słychać?

Łukasz: Więc tamten świat został zdominowany przez ludzi kupujących oczami te parametry i żeby je dogonić, świat musiał się dostosować. Masę sprzężeń zwrotnych, masę trików i sztuczek, poprawiających parametry, które są zupełnie nieskorelowane z dźwiękiem. Nie ma absolutnie żadnej, najmniejszej, jakiejkolwiek najmniejszej korelacji między jakością dźwięku, którą subiektywnie odczuwamy słuchając, a tymi parametrami, o których tutaj mówię. Do dzisiaj nie znaleziono grupy pomiarów, która dobrze by oddawała coś, co możemy złapać jako "dobry dźwięk". Więc powstały również szkoły robienia wszystkiego totalnie „na ucho”, co też jest mylne, bo bierzemy nieczystości i podbarwienia za dobrą jakość.

   Prawda leży gdzieś po środku. Łatwo jest dobrym, małym firmom wypłynąć z dobrym dźwiękiem i my rozwinęliśmy się właśnie dzięki temu, bo na rynku było bardzo okropnie.
 
I to było banalnie łatwe wyjść i powiedzieć:
   - Zobaczcie.To może grać lepiej.

   Dlaczego wszyscy się uparli, żeby robić to aż tak źle? Ano dlatego, że wszyscy pochodzili z tych samych szkół, uczyli się z tych samych książek i aspirowali do tych samych tabelek porównawczych. I nie mieli wyjścia: musieli grać w zupełnie inną grę jako projektanci.

Ale wróćmy do pytania lampa vs. tranzystor?

Łukasz: W skrócie, po przydługim moim długim wstępie: uważam, że tranzystor i lampa mogą zagrać równie dobrze, jeśli będą równie prosto zaaplikowane. Czyli jeżeli mamy określony budżet i pozwolę użyć pięć części na kanał i zrobić urządzenie, to czy Pan to zrobi na lampach czy na tranzystorach – będą grały tak samo dobrze. Jeśli Pan będzie inżynierem tranzystorowcem i ja Panu dam budżet 5 tys. złotych na zrobienie tej końcówki, to Pan użyje 200 części. Możemy się założyć. A ja zużyje 4 i moje będzie lepiej grało, dlatego że ja użyłem 4, a Pan 200, chociaż tyle samo kosztowało.

Używanie wielu części powoduje że sprzęt gra gorzej?

Łukasz: Jest to niepotrzebna komplikacja. Sygnał dźwiękowy jest dobry w momencie narodzin. On jest piękny, niewinny i cudowny. I wszystko co z nim zrobimy, może go tylko pogarszać. Nie da się tego poprawić. Nie da się nic zrobić, żeby dany sygnał był lepszy. On może być tylko gorszy. I psujemy go proporcjonalnie do ilości stopni, przez które on musi przepłynąć, punktów lutowniczych, przez które musi przejść, części, w których on musi się znaleźć.

   Czy to jako prąd, czy jako napięcie, czy jako przepływ fali, czy jako filtracja. Każda z tych rzeczy odbiera mu jakiś procent tego piękna. Więc, jeśli ja mu odbiorę 5% piękna, a Pan odbierze mu 80%, to moje będzie lepiej grało.

Czyli jednak najprostsze układy jedno- lub dwulampowe?

Łukasz: No tak. Nasze najdroższe urządzenia mają 4 części w torze sygnałowym: na początku jest jeden opornik, później jest lampa, kondensator i gniazdo wyjściowe -jeśli gniazdo policzymy w ogóle za część. I dlatego one tak dobrze grają. Im tańsze urządzenia, tym więcej mają lamp, oporników po drodze i więcej kondensatorów. Żeby to dobrze funkcjonowało, trzeba zrobić to bardzo prosto, a to jest dosyć trudne.

  Dlatego stosujemy drogie części, stosujemy części wybrane - nie każde. I dlatego setki trików musimy stosować, żeby w ogóle tak prosty układ mógł w ogóle funkcjonować i nie stał się herezją. Im droższe, tym prostsze, a najdroższe nasze urządzenie – za 90 tys. złotych -  w torze i na kanał ma w sumie trzy części plus gniazdo.

Mówimy o DAC-u Golden Gate?

Tak.

Przejdźmy zatem do zagadnienia estetyki dźwięku. Bo estetyka dźwięku zależy do gustu. Jedni słuchają z przewagą basu, drudzy wolą dźwiębardzo selektywny, bardzo konturowy, obrysowy. Jedni wolą dźwięk, który nazywają lampowy. Czasami mówi się: "och, zagrało tranzystorowo" albo "och, zagrało lampowo".

Chodzi mi o taką rzecz: czy na etapie konstrukcji urządzenia, konstruktor zastanawia się nad tym - czy projektując określone układy - zastanawia się nad tym, jak zachować ten dźwięk, który został podany, zaaplikowany do urządzenia, żeby on jak najmniej był zmieniony. Czy są jakieś sensowne wytyczne do produkcji takich układów, w skrócie mówiąc: przezroczystych? Czy istnieje zatem  fikusowa szkoła dźwięku?

Łukasz: Zdecydowanie tak, „szkół” dźwięków jest dużo. I nie można schlebić im wszystkim, więc musimy postawić na swoją. Znaczy, gdybym ja był jakimś obcym człowiekiem, który nic nie wie i bym nagle odziedziczył taką firmę i musiał się czegoś trzymać to nie wiem, jakiej szkoły bym się trzymał. Każdy ma inną estetykę, dlatego firma może być tak dobra, jak dobra jest estetyka dźwięku tego, kto o tym dźwięku decyduje. My musimy dokonywać wyborów.

   Dotyczą one estetyki wyglądu sprzętu, opakowania, koloru, wykończenia, śrubek itd. Musimy podejmować decyzje cenowe, ale najważniejsze decyzje, to są decyzje co do brzmienia. I te decyzje w trakcie życia firmy podejmujemy codziennie. Jest ich mnóstwo, są ich setki. Gdybym nie wiedział, do czego to ma prowadzić, to bym się w tych decyzjach zagubił. Czyli, jeżeli mamy drogę, która się nagle rozwidla i nie ma znaku (np. wszystkie warszawskie obwodnice i drogi są nieoznakowane.

   Najczęściej na obwodnicy Warszawy nie ma nic, droga nagle skręca i musimy decydować, czy w prawo czy w lewo. I dopiero jak zjedziemy to jest tablica, która potwierdza nasze przypuszczenia, że do najbliższej zawrotki mamy 30 km, bo zjechaliśmy na Żyrardów, a nie Ursus).

To prawda, ale to tylko dlatego, że projektują
te skrzyżowania inżynierowie z Krakowa?

Łukasz:  - I robią to złośliwie.
   No więc, my mamy taką drogę w kształcie „Y”. W jakiejkolwiek sprawie, napotykamy na nią, powiedzmy, dwa razy dziennie, jako cała firma. I nie wiemy, czy jechać w prawo, czy w lewo i nikt za nas tej odpowiedzi nie udzieli. Możemy tylko rzucić monetą albo „wyguglować” jakąś odpowiedź albo podjąć ją na podstawie własnego kodeksu etycznego, własnej „Koranu” (choć to słowo ostatnio nie ma dobrej prasy). I gdybyśmy rzucali monetą lub podejmowali te decyzje na podstawie Googla lub schlebiania np. czyimś preferencjom, punktowi widzenia jakiegoś klienta, czy jakimś modom, czy zachciankom, to będzie to chaos. Będziemy mieli decyzję za decyzją, trochę w prawo, trochę w lewo, później w lewo, później w prawo, później w prawo, później w lewo.

   Skutek tego będzie taki, że po 5 miesiącach znajdujemy się właściwie nie wiadomo gdzie. Jeżeli podejmiemy tę decyzję zawsze w kierunku, który nam sprzyja, który jest zgodny z naszą estetyką, to każdy krok przybliża nas do ideału, czyli każdy krok jest spełnieniem tej drogi i poprawą, czyli podąża w dobrym kierunku. Czyli, jak się obejrzymy przez ramię, za siebie, po dwóch latach, trzech latach, czterech latach, to zobaczymy, że dokonaliśmy kilku tysięcy małych decyzji, z których każda przybliżyła nas do tego, co chcemy robić.

   A więc jesteśmy w miejscu bardzo fajnym, w którym zawsze chcieliśmy być. Jesteśmy coraz lepsi w tym, co robimy. Duży koncern zrobi to zupełnie inaczej. Niezależnie czy będzie to Siemens, Bosch, Sony czy Toshiba – żadna z tych firm nie zrobiła dobrego urządzenia audio. Pomimo, że mają nieskończoną ilość pieniędzy, nieskończoną ilość inżynierów, nieskończone ilości części po niepomiernie niższej cenie zakupu, niż my mamy, a mimo tego, nie mogli tego zrobić.

Dlaczego?

Łukasz: Odpowiedź jest taka: dlatego tego nie zrobili, że nie wiedzieli, dokąd chcieliby iść, komu chcieliby schlebiać, komu to sprzedać i jak to powinno grać. A my to wiemy, dlatego jesteśmy mali, biedni, ale przynajmniej wiemy, dokąd zmierzamy. Tu jest pies pogrzebany.

No, a ta Fikusowa szkoła dźwięku, jakby ją opisać, gdyby ktoś się zapytał – to czym te urządzenia się charakteryzują? Czy to się da opisać? Chodzi mi głównie o dźwięk

Łukasz: Ja chyba nie umiem tej szkoły opisać. Ja wyborów brzmienia dokonuję subiektywnie. Natomiast mogę powiedzieć parę rzeczy, które raczej są na negatywnej liście.

   Nie umiem się przyzwyczaić do kompromisu. Są firmy oparte o jakiś kompromis. Na przykład robią kolumnę dwudrożną z maleńkim głośnikiem i wiadomo, że nie ma ona basu. Firma jest tego świadoma, ale reklamuje produkt w następujący sposób.
   - „Zobaczcie Państwo, jakie mamy piękne wszystko inne. Jak u nas słychać skrzypce! jakie są głosy. I jeśli tylko pozbędziecie się marzenia o basie, to będziecie bardzo zadowoleni. A kolumienka będzie mała, głośnik – cudowny. Naprawdę obiecujemy – czyściutko gra”.

   Albo mamy gramofon, który odtwarza tylko stronę A, strony B nie umie odtworzyć, czy mamy konwerter, który nie ma co prawda góry, ale ma fantastyczna średnicę. Więc ja takich kompromisów nie mógłbym zaakceptować. Ja chciałbym wszystko. Ja chcę mieć kolumnę trójdrożną, chcę mieć wielki bas, wielką przestrzeń.

   Druga rzecz, którą lubię, to lubię, żeby było głośno. Nie jestem w stanie się zgodzić na kompromis, gdzie słuchamy cicho. Czy z powodu sąsiadów, czy z powodu sprzętu – małej mocy, malutkich głośników i kolumny, która boi się czegoś. Dla mnie musi być możliwość posłuchania również głośno i to ma być taki koncert, żeby się wszyscy spocili ze strachu. Wtedy mi się podoba. Więc sprzęt, który nie umie zagrać tak głośno – odpada.

A co z głębią sceny?

Łukasz: Nie znoszę sprzętu, który gra tylko z przodu. Czyli, jeżeli słuchanie jest czymś takim, jak oglądanie telewizora – siedzimy i mamy przed sobą płaską stereofonię od lewej do prawej – to ja tego nie akceptuję. Ja muszę być zanurzony w trójwymiarowej przestrzeni i ona jest trójwymiarowa nie od linii kolumn w głąb – bo niektórzy bardzo lubią, że sprzęt ma głębię – mnie na tej głębi w ogóle nie zależy. Ja chcę siedzieć w środku tego, czyli on może nie mieć od linii kolumn żadnej głębi, o ile sięga mi za moją głowę. Czyli moja scena zdefiniowana jest od 1 metr za mną do 3 metry przede mną, a nie od 3 metry przede mną do 10 metrów przede mną. Ta głębia nie jest mi w ogóle potrzebna. Możemy sobie ją darować zupełnie.

   Jest to trochę taka amerykańska szkoła, nazwijmy ją Wadiowo-Krellową: zaczyna od linii kolumn i idzie kilometr w głąb. Jak to mówią: trzeba wziąć kanapki i plecak, żeby pójść dopiero zwiedzić tą scenę. Mnie tam w ogóle nie ciągnie w te głębiny.

   Najlepiej się czuję, jak ten dźwięk zaczyna mi się na czubku nosa. Jak zdarzenia, szczególnie te z centrum sceny, czyli ten wokal damski czy jakieś tam... solo na trąbce, kiedy one są 15 cm przed nosem i rozciągają się w głąb i jednocześnie mają bas. A jak coś ma się wydarzyć z tyłu, to się wydarza za głową. Pies szczeka, po prawej - helikopter leci po lewej. Musimy stworzyć iluzję taką jak w ”Home Theater”. Tam jest pięć kolumn, one otaczają nas, a ja to chcę na dwóch osiągnąć. Bardzo mi na tym zależy. Jak coś nie lata dookoła głowy, nie cofa się za mnie i nie fruwa po całym pokoju, to wyłączam. Nie jestem zainteresowany.

Bardzo mało takich sprzętów jest, bardzo to jest odpowiedzialne zadanie i poważne, żeby to zrealizować, ale ok. Mamy definicję "fikusową"?

Łukasz: Tak, doszliśmy do takiego dźwięku i ciągle go szukamy. To cholernie trudne w miejscach, gdzie rzeczy są skomplikowane, gdzie są sprzężenia zwrotne, wzmacniacze operacyjne, źle zaaplikowane, kupowane hurtowo tranzystory w dużych ilościach. Jeśli coś jest przekombinowane, za dużo natkane jest do sprzętu, momentalnie tracimy to coś i mamy super bas, super górę, super średnicę, stereofonia od prawej do lewej i nie ma trzeciego wymiaru, a szczególnie tego idącego ku nam. To mnie ciągnie ku lampom, że one mi to dają, a inne sprzęty nie.

   Tutaj muszę postawić jasne rozgraniczenie: sprzęt przekombinowany – możemy wziąć np. super najdroższy odtwarzacz DVD, który ma wyjście audio - na pewno zagra poprawnie. Ma najlepsze chipy, jakie można mieć do konwersji – super jest wszystko, super-hiper, ale on nigdy w życiu nie zagra, jak to opisałem przed chwilą.

Który z klocków w torze kreuje najbardziej omawianą przez nas przestrzeń, trójwymiarowość? Czy to jest źródło, czy to jest DAC, czy to jest końcówka?

Łukasz: Najbardziej kreuje je dobre ustawienie sprzętu, w dobrze, w miarę sensownie zorganizowanym pokoju i fotelu. Geometria – miejsce umieszczenia fotela względem pokoju, miejsce umieszczenia fotela względem kolumn, miejsce umieszczenia kolumn względem pokoju i sensowne zadziałanie na takie bardzo grube błędy w odbiciach, falach, brak dywanu, brak jakiejś sofy miękkiej. Więc, jeśli ten pokój jest w miarę, jakoś tam sensownie zrobiony i ustawiony geometrycznie, to to jest najważniejsze.

Ustawienia, ma Pan jakieś swoje ulubione?

Łukasz: Tak, zawsze - i od tego nie odejdę, choćbym miał wylecieć z pracy - musi to być trójkąt równoboczny. Ma wszystkie trzy boki równe, czyli 60°. Jeżeli trójkąt jest nierównoboczny, to nieważne, jak drogie są kolumny, wzmacniacze i wszystko inne. Bo to wszystko jest do chrzanu, jeżeli trójkąt nie jest równoboczny. Więc byłem w wielu pokojach, gdzie było spokojnie ponad 200 tys. euro w sprzęcie. Fotel stał dwa metry za bardzo do tyłu, czyli ten trójkąt był zawężony. I tam za Boga nie było żadnej absolutnie trójwymiarowości.

   To było jak oglądanie czegoś na małym telewizorze 21” . I przesuwam fotel do przodu 2 metry, staję w wierzchołku trójkąta równobocznego i wszystko fruwa dookoła głowy. Nagle jestem zanurzony w dźwięku. Nie ma sprzętu, nie ma kolumn – jestem ja i rozedrgana chmura muzyczna. I mówię człowiekowi: „Człowieku, ty siedzisz tu od iluś tam lat w tym pokoju. Czy nie przyszło ci do głowy, żeby przesunąć fotel? A on mówi:

   - Nie, było mi dobrze z tym co miałem.

A w drugiej kolejności?

Łukasz: Dużo łatwiej jest czegoś nie zepsuć u źródła. Potem trzeba próbować to nadrobić, więc gdybym miał do wyboru odtwarzacz DVD z supermarketu i wzmacniacze „Ongaku” lub odwrotnie: DAC-a typu – wszystko jedno - niech będzie „Golden Gate” i wzmacniacz z supermarketu, to na pewno w tym drugim systemie osiągnąłbym lepszy dźwięk.

Czyli lepiej nie zepsuć na początku?

Łukasz: Na początku mamy najlepszy z możliwych sygnał źródłowy, potem można go wzmocnić, a jak ustawimy dobrze kolumny i dobrze przygotujemy pokój, to można by spróbować wycisnąć z tego coś dobrego. Jeżeli źródło będzie do chrzanu, to żadna ilość srebra w transformatorach tego nie skompensuje, żadna!

To jeszcze, skoro jesteśmy przy kolumnach: mówimy o trójkącie równobocznym, ustawieniu kolumn w stosunku do ścian: tylnej i bocznych. Pan hołduje odgrodom, nie ma bas-refleksu, nie ma linii transmisyjnych…?

Łukasz: Odgroda daje dużą swobodę, bo kolumny w zasadzie mogą stać blisko tylnej ściany, ale im dalej stoją, tym jest fajniej. Czyli każda, że tak się po amerykańsku wyrażę, „stopa” oddalenia od ściany, robi coraz większy czad. Więc gdybyśmy mogli chociaż 1 metr od tylnej ściany odjechać, to nawet będąc blisko ścian bocznych możemy zrobić niezły dźwięk.

   Trojkąt równoboczny jest ważny. Mamy 2.5 metra do kolumny, a 2 metry do bazy, no to tam można poszaleć. I zdarzało mi się ustawiać takie systemy ludziom, typu "miniwieża", taka jakaś niemalże jamnik z odłączanymi kolumnami. Jeśli te kolumny postawimy na podstawki - są np. takie wieże małe, jakieś tam „Yamaha Piano” czy coś takiego, to ustawiwszy to dobrze: kolumny na podstawkach, sprzęt tak żeby nie przeszkadzał i fotel tam gdzie trzeba i wysokość kolumn taka jak trzeba - to efekty są piorunujące. Jak daleko możemy zajść z tym sprzętem.

Pozostaje jeszcze wysokość...

Łukasz: Te rozważania przywiodły mnie do następnego wniosku - odpowiednia musi być też wysokość. Mam absolutnie uraz i alergię na kolumny stojące zbyt nisko, czyli, jeżeli już ktoś ma kolumny podłogowe, to niech go będzie stać na to, żeby one miały pełną wysokość. Przez pełną wysokość rozumiem przetwornik wysoko-tonowy na wysokości 1 metra. Jeśli tweeter jest niżej niż 90 cm, to żeby to było ze złota zrobione, nie chcę tych kolumn nawet oglądać. Żeby były plazmowe nawet – nie chcę ich oglądać.

   Dźwięk musi się wydobywać na wysokości ucha siedzącego człowieka, czyli min. 90 cm. Może być 100 cm. Jeśli już byśmy gdzieś mogli już odejść od tego to w górę raczej – wolę 110 niż 80. Jeżeli kolumny są na wysokości 80 cm, to to brzmi, jakbym siedział na balkonie, a muzycy by grali poniżej moich kolan. To w ogóle się nie ma nijak do iluzji słuchania muzyki. I nie znoszę takich systemów, które są za "niskie".

   Czyli jeśli mamy kolumny malutkie, to wysokie podstawki, a jeżeli mamy kolumny podłogowe, to niech będą wysokie, a jeśli są za niskie, to musimy iść na parking, wykopać trylinki i podstawić pod nie, bo inaczej nie da się słuchać muzyki. Albo wolę siedzieć na podłodze. Ja wtedy siadam... jak wchodzę np. w hotelu, na wystawie, i widzę kolumny, które mają gwizdki na wysokości 60 cm, to demonstracyjnie siadam na podłodze i nie daję się z niej wygonić. Inaczej nie słyszę nic.

 

 


Łukasz Fikus LampizatOr

Łukasz Fikus LampizatOr

Łukasz Fikus LampizatOr

 

 

Gdzie kupić?

LAMPIZATOR LAMPIZATOR www.lampizator.eu

Dystrybucja w Polsce:

Sklepy muzyczne > LAMPIZATOR rozwiń listę sklepów

reklama
Copyright © INFOMUSIC 2017
Szanowny Czytelniku
 
 
Aby dalej móc dostarczać Ci coraz lepsze materiały redakcyjne i udostępniać Ci coraz lepsze usługi, potrzebujemy zgody na lepsze dopasowanie treści marketingowych do Twojego zachowania. Poufność danych jest dla INFOMUSIC.PL niezwykle ważna i chcemy, aby każdy użytkownik portalu wiedział, w jaki sposób je przetwarzamy. Dlatego sporządziliśmy Politykę prywatności, która opisuje sposób ochrony i przetwarzania Twoich danych osobowych. 
 
 
25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych"). W związku z tym chcielibyśmy poinformować Cię o przetwarzaniu Twoich danych oraz zasadach, na jakich będzie się to odbywało po dniu 25 maja 2018 roku. Poniżej znajdziesz podstawowe informacje na ten temat.
 
Kto jest administratorem Twoich danych osobowych?
 
Administratorem, czyli podmiotem decydującym o tym, jak będą wykorzystywane Twoje dane osobowe, jest INFOMUSIC. Rejestr firm: INFOMUSIC z siedzibą w Gdańsku przy ul. Zielona 20/14  80-746 Gdańsk, Nr ewidencyjny: 112588, Numer VAT: NIP PL 584 2259505, REGON 192 886 210.  Szczegółowe informacje dotyczące administratorów znajdują się w naszej Polityce prywatności 
 
 
Jakie dane są przetwarzane ?
 
Chodzi o dane osobowe, które są zbierane w ramach korzystania przez Ciebie z naszych usług, w tym stron internetowych, serwisów i innych funkcjonalności udostępnianych przez INFOMUSIC,w tym zapisywanych w plikach cookies, które są instalowane na naszych stronach przez nas oraz naszych Zaufanych Partnerów.
 
Jakie są podstawy prawne przetwarzania Twoich danych osobowych?
Podstawą prawną przetwarzania Twoich danych osobowych w celu świadczenia usług, w tym dopasowywania ich do Twoich zainteresowań, analizowania ich i doskonalania oraz zapewniania ich bezpieczeństwa jest niezbędność do wykonania umów o ich świadczenie. Taką podstawą prawną dla pomiarów statystycznych i marketingu własnego administratorów jest tzw. uzasadniony interes administratora. 
 
Komu udostepniamy Twoje dane osobowe?
 
Twoje dane mogą być udostępniane w ramach grupy portali INFOMUSIC.PL. Zgodnie z obowiązującym prawem Twoje dane możemy przekazywać podmiotom przetwarzającym je na nasze zlecenie, np. agencjom marketingowym, podwykonawcom naszych usług oraz podmiotom uprawnionym do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa np. sądom lub organom ścigania – oczywiście tylko gdy wystąpią z żądaniem w oparciu o stosowną podstawę prawną. 
 
Pełna treść w polityce prywatności
 
Gdzie przechowujemy Twoje dane?
Zebrane dane osobowe przechowujemy na terenie Europejskiego Obszaru Gospodarczego („EOG”), ale mogą one być także przesyłane do kraju spoza tego obszaru i tam przetwarzane. 

 
Jakie masz prawa?
 
Prawo dostępu do danych:  
W każdej chwili masz prawo zażądać informacji o tym, które Twoje dane osobowe przechowujemy. Aby to zrobić, skontaktuj się z INFOMUSIC.PL– otrzymasz te informacje pocztą e-mail. 
 
Prawo do poprawiania danych: 
Masz prawo zażądać poprawienia swoich danych osobowych, jeśli są one niepoprawne, a także do uzupełnienia niekompletnych danych.  Jeśli masz konto w INFOMUSIC.PL lub konto portalach grupy INFOMUSIC.PL, możesz edytować swoje dane osobowe na stronie swojego konta. 
 
Szczegółowe informacje dotyczące Twoich praw znajdują się w Polityce prywatności 
 
Dlatego też proszę naciśnij przycisk „ZGADZAM SIĘ, PRZEJDŹ DO SERWISU" lub klikając na symbol "X" w górnym rogu tego oka, jeżeli zgadzasz się na przetwarzanie Twoich danych osobowych zbieranych w ramach korzystania przez ze mnie z Usług  INFOMUSIC, w tym ze stron internetowych, serwisów i innych funkcjonalności, udostępnianych zarówno w wersji "desktop", jak i "mobile", w tym także zbieranych w tzw. plikach cookies przez nas i naszych Zaufanych Partnerów, w celach marketingowych (w tym na ich analizowanie i profilowanie w celach marketingowych). Wyrażenie zgody jest dobrowolne i możesz ją w dowolnym momencie wycofać.
 
Pełny regulamin i Polityka prywatności znajduje sie pod poniższym linkiem. Prosimy o zapoznanie się z dokumentem. https://www.infomusic.pl/page/rodo 
 
Zgadzam się, przejdź do serwisu Nie teraz